Opowieść szynszyli Egona

Opowieść Egona


Nazywam się Egon, choć kiedyś nazywano mnie królem. Wielu uważa mnie za mało ciekawego osobnika, ale uwierzcie mi, wcale tak nie jest. Opowiem wam historię o braterstwie, odwadze i wielkiej przygodzie, po której na pewno zmienicie o mnie zdanie!

Jak zostałem królem

Moja podróż zaczęła się wiele lat temu, w Chilijskich Andach, które stanowiły dom dla moich pobratymców. Byłem jeszcze młodzieńcem, gdy w zażartym boju udało mi się pokonać przywódcę naszego stada. Tak, zostałem królem wszystkich szynszyli w naszym rezerwacie. To był jednak zaledwie początek. Jako nowy władca musiałem dokonać jakichś znaczących czynów, aby zapisać się w historii mojego ludu. Postanowiłem zwiedzić świat i opisać go w moim pamiętniczku. Wyruszyłem więc na wielką, choć samotną wyprawę.

Wielka wyprawa

Zdawało mi się, że moja wędrówka ciągnie się bez końca. Godziny zmieniały się w dni, a dni w tygodnie. Czasami miałem wrażenie, że wciąż kręcę się w kółko. Innym razem byłem przekonany, że tak bardzo oddaliłem się od domu, że nie uda mi się już do niego wrócić. Odrzuciłem te mroczne myśli i ruszyłem dalej, w stronę wschodzącego słońca. Po drodze przyszło mi mierzyć się nie tylko z głodem i niewygodami, ale też krwiożerczymi bestiami, jak okrutny kolpeo, drapieżne ptaki, czy dzikie węże. Nic nie mogło jednak powstrzymać odważnego Chinche.

Przyjaciel na szlaku

Droga często nie była łatwa i nawet moje, niebywale zręczne łapki, nie były w stanie pokonać niektórych przeszkód. Los się jednak do mnie uśmiechnął i na mojej drodze pojawiła się przyjazna alpaka o imieniu Alina. Na grzbiecie tej kudłatej lamy udało mi się pokonać wiele kilometrów trudnego terenu. To co dobre niestety szybko się kończy i następnego dnia nasze drogi musiały się rozejść. Gdy dotarliśmy do granic ludzkiego siedliska, Alina postanowiła wrócić w wysokie góry. Nie zdziwiło mnie to, w końcu była lamą.

Po krótkim pożegnaniu z przyjacielem, postanowiłem przekroczyć ogrodzenie farmy i rozejrzeć się nieco po okolicy. Udało mi się znaleźć trochę zebranego siana, w jednym z pobliskich budynków. Nikt nie zauważył kolejnego gryzonia buszującego w zapasach.

Fredegar – Świnka nawigator

Lama-Alina

Alina – Przyjazna lama

Następnego dnia ruszyłem dalej na południe. Teren był już zdecydowanie niski, a otwarte przestrzenie oznaczały bardzo duże prawdopodobieństwo śmierci. Oczywiście mojej śmierci. Nic takiego się jednak nie stało. Widocznie miałem szczęście, albo wszyscy drapieżnicy mieli akurat wolne. Tak czy inaczej, wielogodzinna wędrówka w palącym słońcu wyczerpała mnie całkowicie. Udało mi się znaleźć schronienie pod jakimś drzewem, zanim całkowicie zmorzył mnie sen.

Porwanie

Przyszli w czasie mego odpoczynku. Zakapturzone postaci we mgle, rozmyte między jawą, a snem. Nie było już szans na ucieczkę. Jedynie szybkie pojmanie i obietnica ponurej przyszłości. Owinięty brudną szmatą, zostałem wrzucony na tył ludzkiego pojazdu, do ciasnej, metalowej klatki. To musiał być wóz handlarza niewolników, bowiem oprócz mnie były tam również inne zwierzęta. Nieszczęśnikiem, który dzielił ze mną celę, był wiekowy już zamorski świnek, o imieniu Fredegar. Fret (bo tak kazał się nazywać), również był bohaterem swego ludu, a także nawigatorem na statku, którym jego lud przypłynął do Chille. Przynajmniej tak twierdził.

Przez wiele minut jechaliśmy ulicami małego i brudnego miasta Illapel. Ostatecznie zatrzymaliśmy się jednak w porcie nadmorskiego miasta Valparaíso, gdzie zostaliśmy zabrani przez miejscowych zbirów do pobliskiego magazynu.

Wielka ucieczka i jeszcze większa przygoda

Los wciaż mi sprzyjał, a przez nieuwagę pijanego strażnika, ja i Fret uciekliśmy z niewoli. Ścigani przez handlarzy niewolników, drapieżne morskie ptaki oraz niepogodę, wędrowaliśmy dalej, ku wolności i przygodzie.

Niestety ganiące spojrzenia Bandziora oraz Mafii nakazują mi zakończyć już tę opowieść, gdyż mój tekst okazałby się o wiele dłuższy niż ich. Moje przygody były bowiem bardzo liczne i ciekawe. Być może kiedyś Wam je wszystkie opowiem.

Pozwolę sobie jedynie napomknąć, że razem z Fretem zabraliśmy się statkiem na Wyspy Wielkanocne, gdzie podgryźliśmy nieco wielkie głowy. Następnie udaliśmy się do Australii i Papui Nowej-Gwinei, gdzie Fret dołączył do swoich pobratymców. Ja jednak ruszyłem dalej, na podbój wschodniej Azji. Walczyłem tam z chińskim smokiem, przebiegłem Wielki Mur, przeskoczyłem Mount Everest, by w końcu pomaszerować do serca Europy i ostatecznie trafić do domu, w którym teraz jestem.

Opowieść Egona

Trasa podróży Egona

Maszerowałem, biegłem, jechałem na lamie i pływałem gondolą. Sterowałem łódką i leciałem pelikanem. Po moich przygodach pozostały tylko piękne wspomnienia, a ja dzielę się teraz z Wami moim doświadczeniem. Właśnie dlatego założyłem tego bloga.

Zdjęcia nieoznaczone logiem CHILLBILL.PL pochodzą z serwisu Flickr.com (fot. Jlhopgood, Volkmar Becher).

Udostępnij artykuł:

Autor artykułu

Wieczny marzyciel i ciamajda. Niezwykle waleczny, zaciekle broniący swojej grupy. Wielki fan karuzeli, porządku i różowych kucyków. Wyjątkowo wrażliwy i ujmujący, najbardziej ugodowy z całej ekipy.

Wszystkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa do artykułu są własnością jego autora. Kopiowanie, modyfikowanie i cytowanie artykułu bez jego zgody jest zabronione.

Skomentuj wpis jako pierwszy!

Dodaj swoją odpowiedź w tym temacie

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *