szynszyla mafia

Szynszyla Mafia – pożegnanie


Opiekuńcza i ujmująca. Pełna energii i zawsze skora do psot. Niezwykle przyjazna dla wszystkich domowników. Szynszyla Mafia była pełna nadziei i chęci życia niemalże do samego końca.

Ten wpis jest pewnego rodzaju rozliczeniem i jednocześnie formą uczczenia pamięci. Bardziej skierowany do mnie i osób z mojego otoczenia, które na co dzień miały do czynienia z Mafką i znały ją od wielu, wielu lat. Napisany jest też z myślą o tych czytelnikach, którzy dobrze znają historię Mafii i regularnie śledzili jej poczynania na portalach społecznościowych. I pamiętają ją, tę małą, w gruncie rzeczy nic nie znaczącą dla świata puchatą kulkę, która przez wiele lat była dla mnie wszystkim. Niestety choroba, operacja i związane z nią wyczerpanie zakończyły jej żywot.

Tak dziś inaczej

Najgorzej jest dzień po. Nie wtedy, kiedy bezpośrednio dowiadujesz się o śmierci swojego pupila. Wtedy to zazwyczaj nic do ciebie nie dociera i przez sekundę nawet pojawia się myśl, że to może pomyłka lub jakiś kiepski żart. Patrzysz wtedy na swojego pupila przekonany, że zaraz się obudzi, zaraz wstanie i dalej będzie tak jak przedtem, wtedy kiedy żył. Jednak najgorszy jest dzień po stracie. Sypiesz odruchowo pełną miskę jedzenia, wołasz po imieniu chcąc się przywitać, ale za moment łapiesz się na tym, że zwierzaka już nie ma… I myślę, że to właśnie ta chwila jest najgorsza, bo uświadamiasz sobie ile dla ciebie ten zwykły zwierzak znaczył i jak dużą część w twoim życiu zajmował.
Na co dzień wydaje mi się, że nie jestem tak ckliwą i wrażliwą osobą. Właściwie to jestem już starą babą, a przynajmniej na tyle starą żeby wiedzieć, że takie rzeczy się zdarzają, a w życiu nic nie trwa wiecznie. I choć z tyłu głowy miałam pełną świadomość tego, że przyjdzie taki czas, kiedy trzeba będzie Mafię pożegnać, to nigdy w pełni nie byłam na to przygotowana. Wydaje mi się, że chyba ciężko być przygotowanym na śmierć, czy to swoją, bliskiej osoby, czy ukochanego zwierzęcia, niezależnie od tego czy mieliśmy czas na zaznajomienie się z tą chwilą czy nie.

Operacja się udała!

Wchodząc do kliniki od razu zostałam poinformowana, że samiczka ma się dobrze i czeka w kolejce do odbioru. Przez cały ten czas w poczekalni byłam przekonana, że Mafka jest ze stali, że przetrwa wszystko… Niestety tak bardzo się myliłam… W ostatniej chwili, dosłownie sekundy przed wydaniem jej do domu zostałam poinformowana, że Mafia nie przeżyła ostatniego etapu operacji jakim jest wybudzanie z narkozy. Najgorszy był pisk i poruszenie Egona, którego trzymałam na rękach (zabrałam go ze sobą, ponieważ miał mieć wizytę kontrolną). Niestety widział w jakim stanie jest Mafia i mam wrażenie, że on wiedział, wiedział, że jego mama nie żyje.

szynszyle za granicą

Na zdjęciu w miejscu zaznaczenia wyraźnie widać zmianę nowotworową w obrębie pachwiny.

szynszyl za granicami

Jeszcze dzień wcześniej zadowolona i pełna energii Mafka na wybiegu.

Nic nie zapowiadało złego zakończenia

Dosłownie nic. Jeszcze dzień przed operacją Mafka wręcz wyrywała się by poszaleć na wybiegu. Zażywała piaskowej kąpieli, odbijała się od ścian, radośnie podskakiwała, żwawo biegając po pokoju.

Szynszyle cierpią w milczeniu

Niestety ten kto ma szynszyle wie, że zwierzęta te (podobnie zresztą jak inne gryzonie) nie dają żadnych sygnałów, że coś je boli lub coś im dokucza. Nie da się wyczytać tego z ich pyszczka czy zachowania. Dopiero w skrajnych przypadkach można stwierdzić, że coś im dolega, a wtedy zwykle jest już za późno. Dlatego tak ważna jest codzienna obserwacja i częste ważenie szynszyli (1 dzień niejedzenia u szynszyli to 1 tydzień głodówki człowieka), regularne wizyty kontrolne i np. profilaktyczne badania krwi, które wykonywane są także u szynszyli. Pomogą one wykryć chorobę w jeszcze wczesnym stadium rozwoju.

A co by było gdyby?

W przypadku nowotworu złośliwego u małych gryzoni (w tym szynszyli), które przecież mają bardzo szybki metabolizm, choroba ta rozwija się niezwykle błyskawicznie. Nie miało więc znaczenia czy wykrylibyśmy guza u Mafii wcześniej czy później, a to dlatego, że szanse Mafii na przeżycie koniecznej operacji już na początku nie były zbyt wysokie. O przegranej zaważyła zapewne poprzednia operacja pod narkozą (szynszyla miała zapalenie dróg rodnych i ropomacicze spowodowane prawdopodobnie częstymi porodami na fermie), a przede wszystkim zaważył wiek zwierzęcia (szynszyla miała 16 lat), a co za tym idzie słabe już narządy wewnętrzne. Pozostawienie guza samemu sobie mogłoby wydłużyć samiczce życie, ale prawdopodobnie nie więcej niż o 7-14 dni, gdyż nowotwór w zastraszającym tempie powiększał się każdego dnia, powodując coraz większy dyskomfort i ból. Taka decyzja niestety nigdy nie jest łatwa.

Klatka lub woliera dla szynszyli

Mafia – do końca dzielna samiczka urodzona na fermie. Odeszła za tęczowy most 09.08.2017r. o godzinie 18:40 w wieku 16 lat.

Koniec opowieści

Niestety to już koniec opowieści Mafii, który niestety ja musiałam dopisać… – Mafiu, Ty szara puchata kulko, będziemy o Tobie pamiętać…

Udostępnij artykuł:

Autor artykułu

Autorka bloga ChillBill. Miłośniczka zwierząt, której największą pasją są szynszyle. Od wielu lat zajmuje się obserwacją tych gryzoni, poświęcając im cały wolny czas. Dumna posiadaczka czarnego kota Merlina i trzech, sympatycznych szynszyli: 12-letniego Bandziorka, 11-letniego Egona (klawo jak cholera!) i 2-letniego Billy'ego. To właśnie one były inspiracją do stworzenia tego bloga.

Wszystkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa do artykułu są własnością jego autora. Kopiowanie, modyfikowanie i cytowanie artykułu bez jego zgody jest zabronione.

7 komentarzy

Dodaj swoją odpowiedź w tym temacie

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *