Opowieść Bandziora - szynszyli bez futra - szynszyle - chillbill

Opowieść Bandziora – szynszyli bez futra

| 11 komentarzy

Pochmurny, wyjątkowo chłodny dzień. Wtuleni mocno w siebie, zmarznięci i zrezygnowani, siedzieliśmy na dworze dzień i noc – tak zupełnie bez celu.

Urodziłem się na fermie. Matkę i rodzeństwo pamiętam jak przez mgłę, ojca zaś nigdy nie poznałem. Przyjaciół też już nie miałem – zbyt wielu ich zginęło z rąk człowieka.

Tam skąd przybyłem nie było ani miło, ani przytulnie. Żyliśmy w ciągłym strachu i nerwach, pytając – „kto będzie następny”? Ucieszyłem się, gdy okazało się, że jakimś cudem wyrwałem się z fermy. Radość była wielka, choć tylko przez chwilę, bo przecież reszta mojej rodziny nie miała tyle szczęścia co ja.

Miało być lepiej

Znalazłem się w sklepie zoologicznym, gdzieś w centrum małego miasteczka. Nagle, ktoś wyciągnął mnie z kartonu, chwycił za kark i wrzucił pospiesznie do ciasnej woliery, znajdującej się obok sklepu. „Oho, będzie kiepsko” – pomyślałem, gdy tylko z nad mojej głowy wyłoniło się 6, niezwykle potężnych królików, przypominających raczej puchate, krwiożercze monstra, aniżeli małe, słodkie króliczki.

Każdy dzień stawał się coraz bardziej chłodny i ciemny – w szczególności dla mnie. Dużo chorowałem, a jedyne wspomnienia po moim futrze zostały mi na ogonie. Byłem niemal całkowicie łysy i ledwo mogłem otworzyć oczy. Co dzień trząsłem się z zimna, gdzieś w rogu woliery, gdy pewnego dnia podeszły do mnie 4 wielkie króliki. Spojrzały na mnie srogim wzrokiem, otoczyły mnie, a wtedy… usiadły obok i przytuliły, ogrzewając mnie własnym ciałem.

Dni mijały i dłużyły się niemiłosiernie. Od czasu do czasu jacyś ludzie zawitali do sklepu, czasami zatrzymywali się przy wolierze. „Jakie śliczne króliczki! A to łyse tam pomiędzy nimi to ich młode?” – albo – „ktoś tego łysego panu kupi”? – ględzili tak zupełnie bez sensu.

I choć wyczekiwałem kogoś, kto mnie stamtąd zabierze, to niestety żaden człowiek nie był mną zainteresowany. Patrzyli tylko na mnie z obrzydzeniem, wytykając palcami. Zupełnie straciłem nadzieję, że kiedykolwiek znajdę ciepły i kochający dom. Zrezygnowany, wyczekiwałem nadchodzącej zimy.

Opowieść szynszyli Bandziora

Na zdjęciu młody i zdrowy Bandziorek

Opowieść Bandziorka

Słodki Bandziorek, szynszyla odmiany standard

Szczęście chodzi piechotą

I wtedy przyszła ona. Uśmiechnięta, szła stanowczym krokiem, prosto w naszym kierunku. „Zapewne szuka królika” – pomyślałem – „No bo kto mógłby chcieć kogoś takiego jak ja?” Czułem wtedy, że nie mam żadnych szans. I wtedy spojrzała na mnie. Uśmiech nie znikał z jej twarzy, jakby był przyszyty lub miała wrodzoną wadę twarzy. „Z czego ona się tak cieszy?” – pomyślałem. Któryś z królików jeszcze krzyknął: „Patrzcie, człowiek idzie do łysego!” – Dziewczyna przyglądała mi się z coraz większym zaciekawieniem. Niewiele myśląc otworzyła wolierę, wzięła mnie na ręce i powiedziała: „Tato, chcę tego małego!” – „To szczur i w dodatku bardzo chory. Wybierz coś innego!” – odparł zachrypnięty głos sprzedawcy. Dziewczyna z radosnym głosem odpowiedziała jednak: „Przecież to szynszyla!” – „Bingo!” – pomyślałem. No, nareszcie ktoś wie kim jestem!

Ludzie jeszcze chwilę przyglądali mi się z zaciekawieniem. Rozmawiali czy, aby na pewno dziewczyna mnie chce. Próbowali odradzić, pokazując jej inne zwierzęta. Mówili, że długo nie pożyję, że zostało mi najwyżej parę tygodni. Ale ona była nieugięta. Z uśmiechem na ustach odpowiadała, że sobie poradzi i zrobi wszystko, aby mi pomóc. Sprzedawca odburknął pod nosem: „Zwrotów nie przyjmuję, pieniędzy jak zdechnie też nie oddaję!”

Jeszcze na chwilę wychyliłem się przez jej ramię, aby ostatni raz móc spojrzeć i pożegnać się z przyjaciółmi. Mieli rację, aby nigdy nie tracić nadziei. A szczęście? Ono zawsze przychodzi w nieoczekiwanym momencie.

Wtuliłem się w jej ciepły, niebieski sweter. Odjechaliśmy. Nie wiedzieć czemu, czułem się bezpiecznie. Wiedziałem, że moje marzenie o kochającym i ciepłym domu właśnie się spełnia.

Pierwsze wrażenie najważniejsze

Nie ma to jak na powitanie usłyszeć o sobie mało pochlebne słowa… „Przecież to szczur!” – od progu domu przywitał mnie jakiś kobiecy głos. – „Aśka, to szczur i to ten z tych łysych!” – trwała przy swoim kobieta. – „Zobaczysz on ci zdechnie, on już wygląda jakby zdechł!” – z każdą minutą jakby coś gotowało się we mnie… – „On jest już stary, spójrz tylko na niego!”- wykrzyknęła kobieta. „Oo… Dość tego, wypraszam sobie!” – powiedziałem. – „Na srebrzysty, puchowy piasek przysięgam, dziewczyno zrób coś z tą kobietą, bo nie wytrzymam!”

Miłość liczona jest w gestach

Kilkanaście wizyt u weterynarza. Moim zdaniem wystarczyłaby jedna, ale nie – ona musi się upewnić, czy aby na pewno jestem zdrowy. Do tego ciągła zmiana wyposażenia klatki. Niech się zdecyduje, bo już sam nie wiem na czym mam leżeć. „O, hamaczek..!” – pomyślałem. -„tak, tak, jak najbardziej, z tej strony zawieś.”

Dni mijały mi na wielogodzinnym leżakowaniu na hamaku lub spaniu na pluszowej poduszce, wewnątrz drewnianego domku. Do tego dzienna porcja pysznego jedzenia i codzienne bieganie poza klatką sprawiały, że nic więcej do szczęścia nie było mi potrzebne.

Czas na sławę

Zapytacie pewnie co było potem? Od tej historii minęło już wiele lat. I choć pierwszą dekadę życia mam już za sobą, dla tej dziewczyny chyba na zawsze pozostanę „małym, słodkim pysiaczkiem”.

Od dłuższego czasu realizuję się zawodowo jako bloger, podróżnik i artysta, a moje zdjęcia i przemyślenia znaleźć można na wielu portalach społecznościowych całego świata. Jestem założycielem i patronem bloga o szynszylach, twórcą wielu pomysłów, a dla niektórych także ogromną inspiracją. Co będzie dalej? Tego nie wiem, ale moja przygoda jeszcze się nie skończyła.

Opowieść Bandziora

Bandziorek, 10 – letnia już, zdrowa i szczęśliwa szynszyla.

Autor artykułu

Bandzior Szary to znany i lubiany bloger, myśliciel i artysta. Niebywale sceptyczny i wiecznie niezadowolony. Maruda, zrzęda i leń jakich mało. Całkowicie aspołeczny, ale bardzo inteligentny samotnik. Pomysłodawca i patron tego bloga.

Wszystkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa do artykułu są własnością jego autora. Kopiowanie, modyfikowanie i cytowanie artykułu bez jego zgody jest zabronione.

11
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
anita
Gość
anita

Wspaniała opowieść aż mi łzy w oczach stanęły życzę dużo zdrówka dla Bandziora i oczywiście czekam na nowe artykuły Pozdrawiam serdecznie

Asia
Admin
Asia

Bandziorek cieszy się, że jego opowieść się podobała. :) Szylek teraz jest już całkowicie zdrowy i szczęśliwy – właśnie biega na wybiegu. ;)
– Również pozdrawiamy :* :)

:)
Gość
:)

<3 !

ChinchaFun
Gość
ChinchaFun

Myślałem, że to będzie śmieszne, a jest smutne. Jednak ten Bandzior to spoko gość i do tego weteran! Bandzior, jesteśmy z Tobą! :)

Asia
Admin
Asia

Dzięki :* :)

Klaudia-właścicielka Kuluni brązika
Gość
Klaudia-właścicielka Kuluni brązika

Wzruszająca opowieść…! Płakałam jak bóbr :D Twoje wpisy są świetnie i baaardzo pomocne szczególnie dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z szylkami. Uwielbiam je czytać ;) Pozdrawiam Was ciepło :)

Asia
Admin
Asia

Bardzo dziękuję za miłe, pozytywne słowa! :) Również gorąco pozdrawiamy! :) :*

Lunatyk
Gość
Lunatyk

Płakałam jak bóbr… Mój szylek też nie miała łatwego startu, bo poprzedni właściciel zakupił dwie siostry, przez to, że były karmione przy dobrych wiatrach może raz na tydzień garstką karmy i w ogóle się nimi nie opiekowano, jeden zagryzł drugiego. Jakiś miesiąc później poznałam tego, który jeszcze żył. Zabrałam go temu człowiekowi, bo nie dało patrzeć na to jak traktuje swoje zwierzęta. Początkowo Gumiś gryzł do krwi, uciekał. Ale kiedy sobie zdał sprawę, że w końcu ma ciepły dom, jedzenia po uszy a klatka jest tylko na noc to od razu zaczął normalnie reagować na ludzi. Z mężczyznami zajęło mu… Czytaj więcej »

Asia
Admin
Asia

Jestem w szoku. Niezwykle rzadko się zdarza, żeby szynszyle zagryzły się na śmierć… Musiały mieć naprawdę fatalne warunki i cały czas czuć się zagrożone…

Cudownie, że uratowałaś życie choć jednej szylce..! :)

Łączenie szynszyli po takich przejściach zwykle jest bardzo trudne, ale jak najbardziej możliwe do wykonania. :)

SzynszylaStella
Gość
SzynszylaStella

Bardzo fajna opowieść!!!!
Też mam szynszylke.Wziełiśmy ją z hodowli domowej i wydawała się najspokojniejsza ,a jest wręcz przeciwnie. A z tej opowieści naprwdę brałaś swojego bandziora z zoologicznego i naprawdę nie miał futerka?

Pozdrowienia dla twojej
Szynszylci

Asia
Admin
Asia

Tak, jak najbardziej opowieść jest prawdziwa. Bandziorek miał grzybicę, był osłabiony i zmarznięty (trzymany był w wolierze na zewnątrz sklepu wraz z innymi królikami).

Ostatnie artykuły (zobacz wszystkie)