opowieść Bandziorka

Opowieść Bandziora – szynszyli bez futra


Pochmurny, wyjątkowo chłodny dzień. Wtuleni mocno w siebie, zmarznięci i zrezygnowani, siedzieliśmy na dworze dzień i noc – tak zupełnie bez celu.

Urodziłem się na fermie. Matkę i rodzeństwo pamiętam jak przez mgłę, ojca zaś nigdy nie poznałem. Przyjaciół też już nie miałem – zbyt wielu ich zginęło z rąk człowieka.

Tam skąd przybyłem nie było ani miło, ani przytulnie. Żyliśmy w ciągłym strachu i nerwach, pytając – „kto będzie następny”? Ucieszyłem się, gdy okazało się, że jakimś cudem wyrwałem się z fermy. Radość była wielka, choć tylko przez chwilę, bo przecież reszta mojej rodziny nie miała tyle szczęścia co ja.

Miało być lepiej

Znalazłem się w sklepie zoologicznym, gdzieś w centrum małego miasteczka. Nagle, ktoś wyciągnął mnie z kartonu, chwycił za kark i wrzucił pospiesznie do ciasnej woliery, znajdującej się obok sklepu. „Oho, będzie kiepsko” – pomyślałem, gdy tylko z nad mojej głowy wyłoniło się 6, niezwykle potężnych królików, przypominających raczej puchate, krwiożercze monstra, aniżeli małe, słodkie króliczki.

Każdy dzień stawał się coraz bardziej chłodny i ciemny – w szczególności dla mnie. Dużo chorowałem, a jedyne wspomnienia po moim futrze zostały mi na ogonie. Byłem niemal całkowicie łysy i ledwo mogłem otworzyć oczy. Co dzień trząsłem się z zimna, gdzieś w rogu woliery, gdy pewnego dnia podeszły do mnie 4 wielkie króliki. Spojrzały na mnie srogim wzrokiem, otoczyły mnie, a wtedy… usiadły obok i przytuliły, ogrzewając mnie własnym ciałem.

Dni mijały i dłużyły się niemiłosiernie. Od czasu do czasu jacyś ludzie zawitali do sklepu, czasami zatrzymywali się przy wolierze. „Jakie śliczne króliczki! A to łyse tam pomiędzy nimi to ich młode?” – albo – „ktoś tego łysego panu kupi”? – ględzili tak zupełnie bez sensu.

I choć wyczekiwałem kogoś, kto mnie stamtąd zabierze, to niestety żaden człowiek nie był mną zainteresowany. Patrzyli tylko na mnie z obrzydzeniem, wytykając palcami. Zupełnie straciłem nadzieję, że kiedykolwiek znajdę ciepły i kochający dom. Zrezygnowany, wyczekiwałem nadchodzącej zimy.

Opowieść szynszyli Bandziora

Na zdjęciu młody i zdrowy Bandziorek.

Opowieść Bandziorka

Słodki Bandziorek, szynszyla odmiany standard.

Szczęście chodzi piechotą

I wtedy przyszła ona. Uśmiechnięta, szła stanowczym krokiem, prosto w naszym kierunku. „Zapewne szuka królika” – pomyślałem – „No bo kto mógłby chcieć kogoś takiego jak ja?” Czułem wtedy, że nie mam żadnych szans. I wtedy spojrzała na mnie. Uśmiech nie znikał z jej twarzy, jakby był przyszyty lub miała wrodzoną wadę twarzy. „Z czego ona się tak cieszy?” – pomyślałem. Któryś z królików jeszcze krzyknął: „Patrzcie, człowiek idzie do łysego!” – Dziewczyna przyglądała mi się z coraz większym zaciekawieniem. Niewiele myśląc otworzyła wolierę, wzięła mnie na ręce i powiedziała: „Tato, chcę tego małego!” – „To szczur i w dodatku bardzo chory. Wybierz coś innego!” – odparł zachrypnięty głos sprzedawcy. Dziewczyna z radosnym głosem odpowiedziała jednak: „Przecież to szynszyla!” – „Bingo!” – pomyślałem. No, nareszcie ktoś wie kim jestem!

Ludzie jeszcze chwilę przyglądali mi się z zaciekawieniem. Rozmawiali czy, aby na pewno dziewczyna mnie chce. Próbowali odradzić, pokazując jej inne zwierzęta. Mówili, że długo nie pożyję, że zostało mi najwyżej parę tygodni. Ale ona była nieugięta. Z uśmiechem na ustach odpowiadała, że sobie poradzi i zrobi wszystko, aby mi pomóc. Sprzedawca odburknął pod nosem: „Zwrotów nie przyjmuję, pieniędzy jak zdechnie też nie oddaję!”

Jeszcze na chwilę wychyliłem się przez jej ramię, aby ostatni raz móc spojrzeć i pożegnać się z przyjaciółmi. Mieli rację, aby nigdy nie tracić nadziei. A szczęście? Ono zawsze przychodzi w nieoczekiwanym momencie.

Wtuliłem się w jej ciepły, niebieski sweter. Odjechaliśmy. Nie wiedzieć czemu, czułem się bezpiecznie. Wiedziałem, że moje marzenie o kochającym i ciepłym domu właśnie się spełnia.

Pierwsze wrażenie najważniejsze

Nie ma to jak na powitanie usłyszeć o sobie mało pochlebne słowa… „Przecież to szczur!” – od progu domu przywitał mnie jakiś kobiecy głos. – „Aśka, to szczur i to ten z tych łysych!” – trwała przy swoim kobieta. – „Zobaczysz on ci zdechnie, on już wygląda jakby zdechł!” – z każdą minutą jakby coś gotowało się we mnie… – „On jest już stary, spójrz tylko na niego!”- wykrzyknęła kobieta. „Oo… Dość tego, wypraszam sobie!” – powiedziałem. – „Na srebrzysty, puchowy piasek przysięgam, dziewczyno zrób coś z tą kobietą, bo nie wytrzymam!”

Miłość liczona jest w gestach

Kilkanaście wizyt u weterynarza. Moim zdaniem wystarczyłaby jedna, ale nie – ona musi się upewnić, czy aby na pewno jestem zdrowy. Do tego ciągła zmiana wyposażenia klatki. Niech się zdecyduje, bo już sam nie wiem na czym mam leżeć. „O, hamaczek..!” – pomyślałem. -„tak, tak, jak najbardziej, z tej strony zawieś.”

Dni mijały mi na wielogodzinnym leżakowaniu na hamaku lub spaniu na pluszowej poduszce, wewnątrz drewnianego domku. Do tego dzienna porcja pysznego jedzenia i codzienne bieganie poza klatką sprawiały, że nic więcej do szczęścia nie było mi potrzebne.

Czas na sławę

Zapytacie pewnie co było potem? Od tej historii minęło już wiele lat. I choć pierwszą dekadę życia mam już za sobą, dla tej dziewczyny chyba na zawsze pozostanę „małym, słodkim pysiaczkiem”.

Od dłuższego czasu realizuję się zawodowo jako bloger, podróżnik i artysta, a moje zdjęcia i przemyślenia znaleźć można na wielu portalach społecznościowych całego świata. Jestem założycielem i patronem bloga o szynszylach, twórcą wielu pomysłów, a dla niektórych także ogromną inspiracją. Co będzie dalej? Tego nie wiem, ale moja przygoda jeszcze się nie skończyła.

Opowieść Bandziora

Bandziorek, 11 – letnia już, zdrowa i szczęśliwa szynszyla.

Udostępnij artykuł:

Autor artykułu

Bandzior Szary to znany i lubiany bloger, myśliciel i artysta. Niebywale sceptyczny i wiecznie niezadowolony. Maruda, zrzęda i leń jakich mało. Całkowicie aspołeczny, ale bardzo inteligentny samotnik. Pomysłodawca i patron tego bloga.

Wszystkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa do artykułu są własnością jego autora. Kopiowanie, modyfikowanie i cytowanie artykułu bez jego zgody jest zabronione.

11 komentarzy

Dodaj swoją odpowiedź w tym temacie

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *